Kształtowanie wiary większości z nas przebiegało według schematu: dom, katecheza szkolna z punktem krytycznym w postaci bierzmowania traktowanego przez wielu jako uroczyste rozejście się z Kościołem, duszpasterstwo akademickie i wielki znak zapytania. Co dalej? Jak dbać o własną wiarę, gdzie i jak szukać dróg jej rozwoju, kiedy jest się osobą dorosłą?
Tak, jak w innych dziedzinach naszego życia, nie ma już miejsca na kogoś, kto będzie stał nad nami i prowadził za rączkę. Czas dojrzałego życia jest czasem podejmowania decyzji i świadomego kierowania się ku pewnym wartościom a omijania innych. Jest to też czas podejmowania decyzji, których nie będzie bardzo często można już cofnąć i mierzenia się z ich konsekwencjami. Otrzymany wcześniej kapitał treści i ukształtowanych postaw zaczyna owocować, ale wymaga też odpowiedniego inwestowania, aby to owocowanie nie zakończyło się zbyt szybko lub nie przyniosło gorzkich owoców.
W numerze m.in. tekst Urszuli Pękali o spóźnionym powołaniu i twórczym podejściu do przeżywania czasu oczekiwania na nie, odważne a co najistotniejsze - niebanalne świadectwo finchera: klasycznego przedstawiciela młodej inteligencji. Jest też przewodnik po formacji ks. Ignacio Soler (Hiszpana, od 17 lat związanego z Opus Dei, opiekuna krakowskiego ośrodka Dzieła) i jak zwykle świetny tekst dr Danuty Piekarz, tym razem o metaforze Kościoła jako ciała. Do tego dwa wywiady: o liturgii jak sposobie formacji z bp. Zbigniewem Kiernikowskim i o laikacie pijarskim z p. Małgorzatą Kremer i o. Mateuszem Pindelskim SP.
eSPe: Jaką rolę w formacji duchowej pełni uczestnictwo w liturgii? Ksiądz Biskup Zbigniew Kiernikowski: Liturgia stanowi swoistą miniaturę życia. Dokonuje się w niej bowiem to, co ma miejsce potem w codziennym życiu człowieka i wspólnoty. Oczywiście mam na myśli świadome i dojrzałe uczestnictwo w liturgii. Podobnie jak przed podjęciem budowy jakiegokolwiek gmachu trzeba najpierw poczynić konkretne plany i projekty, które im są dokładniejsze, tym lepiej pozwalają wykonać samą budowlę, tak przeżyta liturgia daje uczestniczącemu w niej określony plan życia. Jednocześnie kładzie fundament pod to wszystko, co spełnia się w jego życiu i jest źródłem mocy, by to mogło się realizować. Liturgia jest także wyrazem chwały oddawanej Bogu przez człowieka. Jednak nie tylko poprzez kult zewnętrzny, złożony z gestów, znaków i słów. Chwałą Boga jest przede wszystkim człowiek, w którym spełnia się Boży zamysł. Właściwie ukształtowana i przeżywana liturgia na tyle oddaje chwałę Bogu, na ile sprawia, że w człowieku otwiera się przestrzeń i dyspozycyjność pozwalająca na Boże działanie. Liturgia ma zatem charakter formacyjny, ponieważ kształtuje człowieka w jego relacji do Boga i do bliźniego. Często można usłyszeć zarzut, że w życiu wielu osób, nawet codziennie chodzących na mszę, nie widać przemiany. Co więc robić, żeby jak najpełniej czerpać z Eucharystii? Jak ten plan życia przeżywany w liturgii przełożyć na konkret życia? Wydaje się, że problem tkwi zasadniczo w tym, że liturgię zbyt często traktuje się jako obrzęd do odprawienia. Wówczas niejako to JA jestem głównym podmiotem liturgii, to znaczy JA ją odprawiam dla Pana Boga. Za mało zaś we mnie odbiorcy Bożego działania, za mało słucham, za mało daję się kształtować...
Całość w eSPe 83
Laikat nie jest instytucją
Rozmowa z Małgorzatą Kremer, nauczycielem w szkole pijarskiej,
członkiem sekretariatu do spraw świeckich i z o. Mateuszem Pindelski SP,
delegatem ds. formacji laikatu w Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów.
eSPe: Skąd pomysł, żeby ludzi świeckich uznać za część zakonu, jak to jest u pijarów? Może o. Mateusz...
Mateusz Pindelski SP: Wszystko wskazuje na to, że jest to pomysł Ducha Świętego. Jakieś dwadzieścia, trzydzieści lat temu zakonnicy pracujący z ludźmi świeckimi zaczęli wspólnie rozeznawać, że współpracownicy świeccy otrzymali elementy charyzmatu kalasantyńskiego, który realizuje się w ewangelizowaniu poprzez wychowanie. Odkryli także, że świeccy bardzo mocno identyfikują się z osobą św. Józefa Kalasancjusza, jego dziełem, stylem wychowania oraz duchowością. Tak więc laikat pijarski nie jest narzuconym pomysłem – jest odkryciem rzeczywistości.
Wywodzimy ten proces też na pewno ze zmian, które dokonały się w Kościele po II Soborze Watykańskim. Wyraźne sygnały w postaci choćby Bractwa Szkół Pobożnych, czyli pierwszych form organizacyjnych, są z początku lat 80.
Ta perspektywa czasowa dotyczy całego zakonu, natomiast Prowincja Polska weszła w ten nurt, gdy zaczęła rosnąć liczba współpracowników świeckich, czyli w połowie lat 90.
Czy można powiedzieć, że brak powołań miał jakiś wpływ na uznanie roli świeckich?
MP: Na Zachodzie miał na to wpływ kryzys powołań po II Soborze Watykańskim, przy czym nie można powiedzieć, że był to decydujący powód. Kryzys powołań i zmniejszająca się liczba zakonników powodowała, że świeccy przejęli dużą część odpowiedzialności za dzieła pijarskie, ale to nie był powód tego, że zaczęli identyfikować się z charyzmatem kalasantyńskim. To jednak rozegrało się na innej płaszczyźnie – wewnętrznej.
A jak czujesz się ty, ojcze, jako kapłan i zakonnik, doświadczając zwiększającej się roli świeckich?
MP: Z jednej strony bardzo się tym cieszę, bo pogłębiający się kontakt i więzi z ludźmi świeckimi szalenie ubogacają. Pozwalają też głębiej zrozumieć, mnie osobiście, kapłaństwo i życie zakonne jako coś, czym mogę się dzielić w Kościele. Natomiast zwiększająca się rola ludzi świeckich, ich głębsza więź z charyzmatem kalasantyńskim wywołuje w zakonie pytania o to, czym się różni bycie pijarem zakonnikiem od bycia pijarem świeckim. I chociaż odpowiedź wydaje się oczywista, to przełożenie jej na praktykę nie jest takie proste.
całość w eSPe 83
Urszula Pękala, Spóźnione powołanie?
Dwanaście lat edukacji szkolnej, pięć lat studiów – zdawałoby się, że to wystarczająco długo, żeby zdecydować o życiowej drodze. Nie da się jednak przeoczyć faktu, że granica wieku podejmowania decyzji co do zawodu lub stanu życia obecnie znacznie się przesunęła.
Jest już za późno...
Nasi rodzice przed trzydziestką stawali się już ustabilizowanymi życiowo obywatelami. Dziś coraz więcej osób, kończąc studia, nie zna jeszcze swojego przyszłego współmałżonka. Niejedna osoba dopiero po studiach decyduje się na wstąpienie do zakonu czy seminarium duchownego.
Dla wielu miejscem ostatecznego krystalizowania się powołania, znalezienia partnera lub przygotowania do innej życiowej roli, jest duszpasterstwo akademickie. Są jednak tacy, którzy kończąc studia, wciąż jeszcze nie widzą swej drogi. W duszpasterstwie akademickim nie ma dla nich miejsca – to już nie te problemy, nie ten etap życia. Z rówieśnikami też nie jest tak, jak dawniej, bo jeśli pozakładali rodziny, mają teraz inne obowiązki. Co pozostaje? Rozpoczyna się trudny okres – może samotności, może rozczarowania. Rodzi się pytanie: dlaczego nie wyszło?
Całość w eSPe 83
fincher, Głos „outsidera”
Poproszono mnie, abym skreślił parę słów o tym, jak próbuję dbać o swoje życie duchowe, będąc mężczyzną według metryki dojrzałym (trochę po trzydziestce) i samotnym. Myślę, że dla lepszego zrozumienia tego, co dalej piszę, konieczne jest poniekąd małe dopowiedzenie biograficzne.
Otóż trzy lata temu powróciłem do życia sakramentalnego w Kościele po czteroletniej przerwie, która z kolei była częścią większej przerwy w moim życiorysie; trzeba przyznać, że swą „ojcowską” rękę przyłożył do nich obu mój tzw. „kierownik duchowy”, który na tyle zgwałcił i stłamsił moją wolność, przeorał osobowość, że na Sądzie Ostatecznym przed karą za współudział w złamaniu mi życia na pół będzie go ratowała jedynie moja skłonność do mnożenia problemów i wątpliwości czyniąca ze mnie obiekt nadto hermetyczny dla innych. A trzeba przyznać, że przed mym odejściem byłem człowiekiem dosyć zaangażowanym w życie religijne: ministranci, oaza, współpraca z instytucją katolicką a potem… kilkuletni reset właśnie.
Dlaczego
powróciłem?
Całość w eSPe 83